Historia i legenda
Legenda o Jastkowicach
Legenda o Jastkowicach
Dawno, dawno temu cały nasz kraj pokryty był nieprzebytymi puszczami, w których żyły: tury, żubry, niedźwiedzie, łosie, jelenie, sarny, wilki, rysie, żbiki. W rzekach, jeziorach pływały ryby: łososie, jesiotry, karpie, karasie, okonie, węgorze, a było ich tak dużo, że można było wejść do wody i łapać je rękoma. W gałęziach potężnych, olbrzymich drzew kryło się ptactwo: kuropatwy, bażanty, dzikie kaczki.
Królowie polscy, książęta, drużyny rycerskie wyprawiały się na polowania (polowania były ich rozrywką) w te ogromne obszary puszczy, która wtedy dawała pożywienie dla ludzi, ale była też groźna (ze względu na dzikie zwierzęta), tajemnicza i zarazem piękna.
Właścicielami tej wspaniałej puszczy byli królowie polscy i tylko im wolno było polować - chłopi mieli zakaz wstępu do lasu.
W tych odległych czasach, o których nikt już dziś nie pamięta na tronie Polski zasiadał król Władysław Łokietek, który miał córkę Elżbietę. Elżbieta od małego dziecka zazdrościła chłopcom, że mogą wyruszać na polowania w puszczą, chciała choć przez chwilę pooglądać zwierzęta, o których opowiadała jej niania. Po długich prośbach ojciec król Władysław Łokietek zgodził się zabrać ją na taką wyprawę. Z całym orszakiem królewskim wyruszono na wyprawę zatrzymując się w zamkach królewskich i książęcych grodach. Po siedmiu dniach dotarli do wspaniałej Puszczy Sandomierskiej.
Kiedy dorośli - król, książęta udali się na polowanie Elżbieta w otoczeniu przybocznej straży udała się w głąb puszczy podziwiając po drodze pierzchające ptactwo, przemykające między drzewami i zaroślami rysie, sarny, dumnie kroczące łosie.
Nagle ujrzała bawiące się niedźwiedzie - nie przeczuwając niczego zeskoczyła z konia, aby z bliska przyjrzeć się tej wspaniale bawiącej się gromadzie. Kiedy niedźwiedzie poczuły zapach konia i ludzi zaczęły biec w ich stronę. Przyboczna straż księżniczki Elżbiety przerażona zaczęła kryć się w zarośla, wdrapywać się na najwyższe drzewa. Drapieżne zwierzęta zaczęły pędzić: jedne za końmi, drugie osaczały drzewa, na których kryli się ludzie.
Jeden największy podążą w kierunku księżniczki Elżbiety - księżniczka stała jak skamieniała, przerażona zamknęła oczy. I nagle u jej boku pojawił się wierny giermek - Jasiek, który własnym ciałem osłonił księżniczkę i stoczył zaciętą walkę z drapieżnym niedźwiedziem.
W dowód podziękowania za ocalenie życia księżniczka Elżbieta swojemu giermkowi Jaśkowi dała duży obszar lasów i pozwoliła założyć własną wieś. Księżniczka zwróciła się do Jaśka (jak mówi legenda) z tymi słowami: "Imię twoje Jan - Jasiek w języku hebrajskim oznacza - "Bóg jest łaskawy" i Bóg jest łaskawy dla mnie i dla ciebie".
Jasiek przez wiele lat karczował las, założył rodzinę, synowi nadał imię Jan, sprowadzał do swojej wsi - Jaśkowice ludzi, którzy tam się osiedlali, chłopcom nadawano imię Jasiek - a przede wszystkim dlatego, że był to lud wierzący i dobrze pamiętali tłumaczenie imienia Jan, zdrobnienie Jasiek -"Bóg jest łaskawy".
Nazwa wsi przez wiele pokoleń ulegała przeobrażeniom - Jaśkowice - Jaszkowice - Jastkowice.
Tyle mówi legenda, zaś źródła historyczne potwierdzają iż: Najwcześniejsze ślady królewskiej ingerencji na tych terenach to rok 1375. W tym roku królowa Węgier i Polski Elżbieta nadała przywilej lokacyjny Jastkowic na prawie niemieckim. Od XIV wieku wieś Jastkowice zaczęła się rozwijać jako duży ośrodek hutniczy, oparty na eksploatacji rud darniowych. Pracowały tu maziarnie i smolarnie.
Rudę wytapiano z limonitu, czyli rudy darniowej, zwanej też błotną, która zawierała od 18% do 40 % żelaza. Już w 1515 i w 1523 roku, król Zygmunt Stary wydał przywilej wytapiania rudy w Rudzie Jastkowskiej na rzecz Piotra - rudnika z Jastkowic. Był to zaczątek niewielkiej huty i kuźni produkującej wyroby żelazne przez około 250 lat aż do roku 1763.
Opracowały Aneta Chwiej i Joanna Kusiowska uczennice Zespołu Szkół w Jastkowicach